Skip to main content
All Posts By

Fr. Adam J. Filas, OMI

Listy z Boliwii

By Fr. Adam’s Activity

W tym odcinku chcę przybliżyć jedno ze świąt, które obchodzone jest w Boliwii 1, 2 i 3 maja każdego roku pod hasłem wspólnego świętowania, gdzie scierają się dwie kultury – chrześcijańska i pogańska. Dla katolika z zewnątrz, który przeżywa zwyczaje miejscowe po raz pierwszy, to na co patrzy może być dużym szokiem. Jest to święto przede wszystkim tubylców przybywających z odległych miejscowości, którzy przez trzy dni i dwie noce trwają przy niewielkim kościele, w którym znajduje się duży krzyż. Od niego też wywodzi się nazwa tej miejscowości – Santa Vera Crus. Podobne uroczystości mają też miejsce w innych częściach Boliwii.

Do tej pory wszystko wydaje się normalne i zgodne z naszą chrześcijańską tradycją i zwyczajami; tak przecież katolicy i inni chrześcijanie celebrują odpusty na całym świecie. Jednak przy tym świętowaniu widzimy bardzo dużo elementów obcych naszym chrześcijańskim zwyczajom. Przy niezliczonych straganach rozstawionych kilometrami wokół kościoła można kupić prawie wszystko: żywność, ubrania, przedmioty gospodarstwa domowego, tradycyjne wyroby tubylców, itd. Co natomiast zaskakuje i jest absolutnie różne od naszych zwyczajów to rzeźby (lalki) maleńkich i większych dzieci, rzeźby wszelkich możliwych zwierząt, plastykowe konstrukcje domów; wszystko o co ludzie chcą poprosić Jezusa ukrzyżowanego lub za co Mu podziękować podczas tego święta. Oczywiście, ludzie kupują te wspomniane przedmioty w ogromnych ilościach i niosą je do ołtarza krzyża.

Aby dostać się do krzyża trzeba czekać w niekończących się kolejkach godzinami. To bardzo budujące obserwować tak wielkie tłumy ludzi czekających na jakże osobiste spotkanie ze Zbawicielem. Kiedy w końcu dotrą do ołtarza krzyża, całują stopy Jezusa i dotykają przyniesionymi przedmiotami Jego szaty… . Chcę raz jeszcze podkreślić, że zakupienie postaci niemowląt (szczególnie przez matki mające trudności z poczęciem, lub te, które mają dużo dzieci i proszą, aby już więcej nie poczęły), jest ogromnie ważną sprawą. Podobnie sprawa się ma z przedmiotami dotyczącymi każdej innej dziedziny życia, w tym biznesu, znalezienia pracy, możliwości studiowania, pozycji społecznej, itd.

Podczas gdy jedni czekają w kolejce ze swoimi przedmiotami, inni siadają na pełnym kurzu i nie przystosowanym do siedzenia placu, aby przy świecach czy małym ogniu ze specjalnie przygotowanych węgielków drzewnych – trwać. To ich trwanie nie przypomina w niczym naszego skupienia i modlitwy podczas pielgrzymek. Ludzie z różnych szczepów siadają ze swoimi bliskimi przy płomykach, aby rozmawiać, dzielić się przeżyciami, a niektórzy nawet wspólnie spożywają wcześniej przygotowane czy zakupione potrawy. Przypomnę, że to wszystko dzieje się na placu przed ołtarzem krzyża. Po pewnym czasie znów wstają, idą w kolejkę i oczekują na kolejne spotkanie z Jezusem.

Po dosyć detalicznym przedstawieniu przebiegu uroczystości, czas aby nakreślić szczegóły wierzeń wspomnianych tubylców. Zanim Hiszpanie przybyli na teren Boliwii z wiarą chrześcijańską (1531-1534), pierwotne ludy wierzyły w trzy różne bóstwa odpowiedzialne za trzy wymiary świata: bóstwo słońce – Intidz, które miało wpływ na planety oraz duchy przodków już nie żyjących, bóstwo ziema – Pacha Mama, która troszczyła się o wszystkich żyjących ludzi, zwierzęta, rośliny i wodę oraz bóstwo podziemię – Tio Supay odpowiedzialne za posiew, poczęcie dzieci (rozrodczość), potencje oraz przyszłość.

Kolonialiści oczywiście mocno oponowali takim wierzeniom i próbowali wprowadzić chrześcijańskie zwyczaje oraz w nowy sposób interpretować zwyczaje tubylców. W związku z tym bóstwo słońce nazwali – Jezus, a bóstwo ziemię – Maryja. Tubylcy pytali więc o bóstwo podziemia i w odpowiedzi (chyba nie do końca przemyślanej) usłyszeli, że tam mieszka szatan –Diablo; i to wierzenie u bardzo prostych (niewykształconych) ludzi pokutuje do dzisiaj.

W związku z wyżej opisaną odpowiedzialnością bóstw przed przyjęciem chrześcijaństwa, wielu ochrzczonych Boliwijczyków do dzisiaj idzie do Jezusa z prośbami, z którymi przed chrześcijaństwem zwracano się do bóstwa słońca. Podobnie jest z odpowiedzialnością bóstwa ziemi, która teraz spoczywa na Maryi, Matce Jezusa. To nie byłoby jeszcze takie złe; można powiedzieć, że w dwóch pierwszych przypadakach doszło do ochrzczenia zwyczajów pogańskich, ale najgorszym jest fakt, że wielu ludzi nadal (na swój sposób) wierzy w bóstwo podziemia – co wiąże się przecież (nie wypowiadając nawet tego głośno) z jakąś formą czci szatana… .

Kościół katolicki w Boliwii od lat próbuje delikatnie korygować zwyczaje, które są sprzeczne z nauką i tradycją chrześcijańską, lub są gdzieś na pograniczu, i w związku z tym wprowadzają zamęt w sumieniach ludzi. Dużo uwagi w tym względzie poświęca się na lekcjach katechezy wśród dzieci i młodzieży; jest mała nadzieja, że dopiero przyszłe pokolenia mogą stopniowo odchodzić od niepoprawnych zwyczajów, które wkradły się w życie boliwijskich chrześcijan.

Serdecznie pozdrawiam zapewniając o mojej modlitwie… .

O. Adam Filas, OMI

cdn.

Mira Szaflarska, MAMI – Szczęść Boże Przyjacielu Misji Oblackich,

By Testimonials

Jestem jedną z tych, których religijność kształtowali księża diecezjalni… moja rodzinna i okoliczne parafie prowadzone były przez wychowanków diecezji przemyskiej z nieodżałowanej pamięci ks. Biskupem Ignacym Tokarczukiem. We wdzięcznej pamięci zachowuję postać mojego proboszcza, ks. Prałata K. Chimiaka, który udzielił mi pierwszych sakramentów i ks. Kanonika T. Owsiaka, którego postawa i posługa zaszczepiły we mnie bezwzględny szacunek do duchowieństwa.
Ksieży zakonnych spotkałam juz jako studentka: oratoria salezjańskie, dominikanie i franciszkanie z krakowskich kosciolow…

Oblaci to moje emigracyjne “odkrycie”, a pierwszym był ś.p. O. Stanisław Bąk, razem z jego łamaną polszczyzną i ogromną miłością do Boga, Polski i Polonii. Jego pełna zapału walka o zachowanie kultury i wspólnoty narodowej. Utrafił mnie w samo serce, tak bardzo potrzebowalismy gdzieś tę swoją polskość pielęgnować. On nie tylko stworzył polską parafię św. Maximiliana, ale i ośrodki patriotyczne; Centrum Kultury i polską bibliotekę. Pamiętam, jak bardzo okazywał swoją wdzięczność ilekroć mu w tych dziełach pomagaliśmy… I tak przylgnęło serce do Oblatów, wdzięczne za stworzenie “małej ojczyzny” we wspólnocie z tymi, którym tej pozostawionej za oceanem – tak bardzo brakowalo…

Mijały lata i nadszedł pamiętny 1996. A wraz z nim do naszej parafii trafił O. Adam Filas, OMI. Można powiedzieć, że życie moje i mojej rodziny bardzo się zmieniło. Kosztem wielu wyrzeczeń, ale z ogromną radością uczyliśmy się dzielić. I za to chcę O. Adamowi podziękowac… . Teraz, z perspektywy lat, dokładniej i wyraźniej widzę ile w zamian otrzymalismy; niezasłużenie, po prostu Pan Bog obdarzyl nas z milosci. Zrobił to jak zwylke delikatnie, nas tylko “powołał” a poprzez osobę O. Adama – zaraził “Bożym szaleństwem”.

Czasem wydawało się nam, że musimy skoncentrować się tylko na budowaniu świątyni i wspólnoty wokół… ale nie, kolejny znak – O. Adam uważał, że im mniej mamy tym bardziej trzeba się dzielić. I tak uczył nas patrzenia poza bezpieczny horyzont; tam gdzie cierpią ludzie. Nie mają świątyni tak jak my, ale nie mają też chleba i wody. A my mamy dużo więcej. Czy potrafimy się podzielić?

Wizyty misjonarzy oblackich w naszej parafii to zawsze był czas rekolekcji. Czasem w samym środku lata. Opowiadali o swoich wspólnotach, a my nabieraliśmy nadziei i rosła nasza wdzięczność do Pana Boga. Dzisiaj mamy najpiękniejszą świątynię, którą co prawda ciągle spłacamy, ale już jest i służy nie tylko Poloni kanadyjskiej. Jak przystało na Dom Boży. Ale tym bardziej nie możemy zapomnieć o tych, którzy się gorzej mają. Modlimy sie za naszych misjonarzy ale chcemy również pomóc materialnie ich wspólnotom; aby mogli się cieszyć tak jak my. Aby następne pokolenie naszych braci i siostr z krajów misyjnych mogło wzrastać w warunkach godnych, z dostępem do wykształcenia. Aby mogli jak najszybciej uniezależnić się i zacząć pomagać innym.

Jednym z etapów budowania naszej wspólnoty było “Ojcaadamowe” zachwycenie św. Eugeniuszem de Mazenodem. Mówił o Nim jak o kimś bliskim i co nie jest bez znaczenia, z ogromna duma. Nie jak o kimś kto żył i zmarł wieki temu, ale jak o kimś kto w każdej chwili może nas zaskoczyć swoją wizytą… . Św. Eugeniusz sam zaznał życia emigranta, może dlatego Jego posłanie Ojców i Braci jest takie przekonywujące…???

Z ogromnym podziwem patrzę na zakonników, którzy zostawiają swoje utarte ścieżki, komfort życia wśród ludzi, którzy myślą tymi samymi kategoriami kulturowymi i idą z radością na drugi koniec świata, aby służyć najbiedniejszym. Rośnie przekonanie, że oblacka reguła musi być dla tych młodych ludzi żywa i bardzo fascynująca.

Adam Filas zaprosił moją rodzinę do szczególnej współpracy, pomagać misjom i misjonarzom. Dziękujemy Ojcu za ten zaszczyt, za zaufanie i wiarę w nas. Jesteśmy dumnymi parafianami wspólnoty pod wezwaniem św. Eugeniusza de Mazenoda. To wielki honor ale i zobowiązanie.
Jego zawołanie “Głosić Ewangelię ubogim posłał mnie Pan” kierowane jest dzisiaj również do nas, Przyjaciół Misji Oblackich.
Wierzę, że O. Adam Filas ma już gotowy plan na najblizsze 100 lat!
A my chcemy Mu w realizacji tego planu towarzyszyć, bo jak nauczal Największy z Polaków, św. Jan Paweł II “Kościół w swojej istocie jest misyjny… .”

Mira Szaflarska, MAMI
Brampton, Kanada

Misje Oblackie w Boliwii

By Fr. Adam’s Activity

Drodzy Rodacy,

Odpowiadając na prośbę redakcji “Wiadomości”, aby w odcinkach posyłać moje obserwacje na temat Boliwii oraz życia ludzi wśród których przebywam do polonijnego tygodnika; spróbuję to zrobić na tyle, na ile mi czas pozwoli. W czasach, w których żyjemy o Boliwii i innych krajach misyjnych można poczytać w różnych źródłach, ja natomiast chcę dotknąć tych zagadnień, o których może trudno dowiedzieć się z internetu; trzeba tu trochę pożyć, zaobserwować, popytać… . Cochabamba (gdzie mieszkam) jest nazywana miastem wiecznej wiosny, jest czwartym co wielkości miastem położonym w środkowej Boliwii na poziomie 2, 558 metrów nad poziomem morza; otoczona pięknymi górami w paśmie Andów.

Przyleciałem do Boliwii na początku marca, więc dane mi było przeżyć tutaj święta Wielkiej Nocy i z tym związane uroczystości. Większość czasu świątecznego spędziłem poza Cochabambą w bardzo ubogich wioskach, gdzie pracują Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej. Główne centrum oblackie w regionie Cochabamby to wioska Villa Pagador, do której należą trzy misje dojazdowe. Ludzie, którzy tam żyją to tubylcy, ale także bardzo wielu tych, którzy z różnych powodów nie mogli znaleźć pracy w większych miasteczkach i skazani są na życie w skrajnie ubogich warunkach. Miejscowości, o których piszę położone są na górzystym terenie i w związku z tym, że miasto i prowincja nie mają lub nie chcą dać pieniędzy na budowę dróg i poprawę życia tubylców w tych biednych regionach, sytuacja w każdej dziedzinie życia jest tu dramatyczna.

Największym problemem, zresztą nie tylko w Boliwii, ale w całej Południowej Ameryce, a także w wielu krajach Afryki jest jak wiemy brak wody; czy też brak czystej wody do picia. Boliwia ma wodę, ale do niedawna była ona w rękach potężnych koncernów międzynarodowych, którzy w porozumieniu ze skorumpowanymi władzami państwa i poszczególnych prowincji przez lata wykorzystywali to bogactwo narodowe dla swoich korzyści, sprzedając wodę tak drogo, że większości tubylców nie było na nią stać. W roku 2000 mialy miejsce wielkie manifestacje w całej Boliwii, które paraliżowały życie ludzi przez trzy miesiące. Udało się! Ludzie zwyciężyli i zarządzanie wodą wróciło do rąk administracji państwowej. Cena wody spadła dramatycznie. W grudniu 2005 roku Boliwia wybrała nowego prezydenta; został nim – Evo Morales pochodzący z tubylczego, indiańskiego ugrupowania Aymara. Po raz pierwszy w historii Boliwii dokonała się tak wielka zmiana, która miała prowadzić ku lepszemu. Za rządów Evo wprowadzono do konstytucji kilka poprawek, dzięki którym ludziom nie tylko z ugrupowania prezydenta, ale z pozostałych 30 grup kulturowych (pielęgnujących swoje zwyczaje) stworzono trochę lepsze możliwości startu w życiu, dostępu do edukacji, oraz udziału w życiu politycznym i społecznym. Jedną z największych zmian po wyborze Evo, było przywrócenie kontroli nad bogatymi polami gazowymi administracji państwa. Niestety Evo Morales ma też ogromnie dużo przeciwników, którzy zarzucają mu czerpanie korzyści od organizacji i grup przestępczych oraz piękne słowa bez czynów, w które nadal wierzą jeszcze tylko ludzie z tubylczych ugrupowań. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że za rządów Evo korupcja ugruntowała się jeszcze bardziej. Do trzech największych ugrupowań w Boliwii należą: Quechuas, Aymaras i Guaranies.
Serdecznie pozdrawiam zapewniając o modlitwie za kanadyjską Polonię i proszę o zdrowaśkę za biednych ludzi w Boliwii oraz za misjonarzy, których pracą i poświęceniem jestem bardzo zbudowany…

O. Adam FILAS, OMI

cdn.

Aleksandra Kaszkur, MAMI – Drodzy Przyjaciele,

By Testimonials

Kiedy nauczyłam się czytać, jednym z moich ulubionych autorów został Alfred Szklarski. Seria książek o przygodach Tomka pobudzała moją wyobraźnię, przenosiła w daleki i niebezpieczny świat. Chciałam być jak on, poznawać nowe kontynenty, nieznane kraje i mieszkających w nich ludzi. Żyli oni innym życiem, nieznanym, tajemniczym. Chciałam tam pojechać, poznać ich, nauczyć nowych rzeczy. Później trochę podrosłam, zrozumiałam, że to nie jest zadanie dla dziecka..

Dorosłam, ukończyłam szkołę pielęgniarską, mogłam coś dać z siebie… Byłam tam potrzebna! Byłam gotowa! Chciałam jechac! Niestety, jedynym sposobem jaki wtedy znalazłam był wyjazd z siostrami zakonnymi, po wstąpieniu do zakonu. Wiedziałam, że moim powołaniem jest założenie rodziny i macierzyństwo. Musiałam znowu zapomnieć o swoich marzeniach. Moje życie zaprowadziło mnie do Kanady. Tutaj wyszłam za mąż, urodziłam czwórkę dzieci.

Pochłonięta domem, wychowywaniem dzieci porzuciłam swój zawód, ale tęsknota pracy misyjnej ciągle tliła się na dnie mojego serca. .. Między innymi dlatego, że należymy do parafii,  którą opiekują się Misjonarze Oblaci Maryii Niepokalanej. Dzięki nim mieliśmy zapewnione wiadomości o tym jak wygląda życie w miejscach, w których oni prowadzą misje. Słyszeliśmy piękne świadectwa misjonarzy opowiadających nam o trudnościach dnia codziennego na dalekim gorącym Madagaskarze czy w mroźnych częściach Północnej Kanady.

Kiedyś mąż namówił mnie, aby zapisać się do Koła Przyjaciół Misji Oblackich. Minęło wiele lat… Niby płaciliśmy składki członkowskie, ale wiele z siebie nie dawaliśmy. Wciaż więcej potrzebni byliśmy własnym dzieciom. Więcej zaczęło się zmieniać w naszym życiu, dzieci stały się bardziej niezależne. Odważyłam się zadeklarować z pomocą dla MAMI. Nie mogę powiedzieć, że dziś przenoszę góry i zmieniam świat. Absolutnie nie! Nie wyjechałam też do Afryki i pewnie nigdy tam nie dotrę. Jednak kiedy nasza grupa misyjna sprzedaje pączki idę pomóc. Kiedy sprzedajemy ciasto też próbuje coś upiec. Kiedy mamy spotkania, idę. Może z wiekiem człowiek staje się troszkę dojrzalszy…

Zrozumiałam, że nie każdy jest stworzony do wielkich celów. Nie wszyscy muszą pracować w egzotycznych miejscach i w bezpośredni sposób pomagać potrzebującym. Wszyscy jednak możemy być misjonarzami poprzez robienie małych, drobnych, na pozór nieważnych, niepotrzebnych, rzeczy…

Z Bożą pomocą właśnie tak pomagamy tym którzy działają na misjach w naszym imieniu… Zbieramy fundusze, które im umożliwiają zakup żywności, lekarstw i innych potrzebnych rzeczy. Umożliwiają głoszenie Słowa Bożego i pozwalają pokazać dobroć naszego Ojca.

Marzenie moich dzieciecych lat spełniło się. Jestem misjonarką…! Mogę pomagać innym. Mogę pokazac własnym dzieciom, że warto czasem się troszkę poświęcić. Jestem misjonarką kiedy dzielę się swoim życiem z moimi kolorowymi przyjaciółmi. Można zrobić tak dużo nie opuszczając miejsca swojego zamieszkania. Żałuję tylko, że odkryłam to tak późno…!

Aleksandra Kaszkur, MAMI
Brampton, Kanada

Niech zmartwychwstaly Pan będzie uwielbiony!

By Fr. Adam’s Activity

Chochabamba, Bolivia 30.03.2016

Niech zmartwychwstaly Pan będzie uwielbiony!

Dziekuje za okazywane serce i skladam najserdeczniejsze zyczenia z Cochabamby w Boliwii, gdzie kontynuuje mój urlop sabatyczny. Jestem wdzieczny z pamiec i modlitwe oraz za wszelkie dobro wyswiadczone na przestrzeni lat.

Od dwoch tygodni jestem w Boliwii, która jest piekna, ale bardzo biedna i niebezpieczna. Tutaj pozostane do konca maja uczac się j. hiszpanskiego. Ludzie jak wszedzie sa wspaniali. Niedziele Palmową oraz Wielki Tydzien przezywam na oblackich misjach, ktorych tu w Cochabambie mamy cztery. Ucze sie na Instytucie MaryKnoll, a mieszkam u ubogiej rodziny, u ktorej tez sie żywię. Rodzine wybral dla mnie zarzad Instytutu, a koszt mojego pobytu w tej rodzinie wynosi $12.00 dziennie. To jest ich szansa zarobienia na utrzymanie. Niestety nie czesto maja takich studentow; wiec kiedy maja, to bardzo sie cieszą.

Serdecznie Was pozdrawiam i zycze mocy i milosci od Zmartwychwstalego Chrystusa. Niech te swieta będą pełne pokoju i dobroci od ludzi i niech nas zapalą do jeszcze większej słuzby Bogu w bliznich.

Wesolych Swiat i radosnego Alleluja!

O. Adam, OMI

Teresa Janik, MAMI – Drodzy Przyjaciele,

By Testimonials

Jak ja widzę swoją rolę w dotarciu z Ewangelią do najdalszych zakątków świata i pomocy najbardziej potrzebującym? Przede wszystkim poprzez moją modlitwę. Modlitwę za tych, którzy:

  • jeszcze Boga nie znają, aby dzięki oblackim misjom w świecie, i oni mogli Boga poznać
  • za tych, którzy są sceptyczni aby Go przyjąć, aby dostąpili łaski wiary
  • za tych którzy Mu uwierzyli, aby ich wiara stale się pogłębiała
  • za prześladowanych chrześcijan aby dzielnie bronili wiary w Chrystusa i przekazywali ją następnym pokoleniom

Tak wielu ludzi na świecie żyje w ekstrymalnie ubogich warunkach, podczas kiedy ja kupuję modne ubrania, lepsze sprzęty itd. Bieda jakiej ludzie doświadczają najczęściej nie jest ich wyborem, ale jest uwarunkowana systemem polityczno-ekonomicznym danego kraju lub życiową tragedia, jakiej doświadczyli. Poprzez wsparcie materialne, wielu z tych ludzi będzie mogło zjeść posiłek czy też polepszyć jutro swoich dzieci.

Pomoc materialna może przyjąć rożne formy; wyżeczenie się czegoś na rzecz wsparcia tych najbardziej potrzebujacych i konkretną dotację, jak również zaangażowanie w organizowanie akcji pomocy i zachęcanie innych ludzi do poparcia misyjnej działalności.

Niosąc pomoc innym, jesteśmy żywym świadectwem miłości Chrystusowej do drugiego człowieka, która przejawia się w konkretnych czynach.

Pan Bóg obdarzył mnie łaską życia w kraju demokratycznym i rozwiniętym ekonomicznie. Dał mi zdrowie i warunki bym mogła pracować i prosperować. Jakżesz niewdzięczne by było nie dzielić się owocami Jego darów… .

Teresa Janik, MAMI